"Katarynka" - Bolesław Prus
Już trzynaście lat mija, jak pan Tomasz zamyślony, z pochyloną głową przechodzi przez warszawską ulicę Miodową. Nie spieszyło mu się do ożenku, chociaż był kobieciarzem. W końcu postanowił się ustatkować, przygotował się.Jednak zaczął się starzec jako kawaler, bardziej niż rodzina wchłonęła go sztuka. Wszędzie było go pełno - na koncertach, w teatrze, bardzo długo przesiadywał w galeriach. Nienawidził tylko kataryniarzy i sumiennie ich potępiał. Nawet dawał ochroniarzom spore pieniądze, by nie wpuszczali na podwórko kataryniarzy. Pewnego dnia dostrzegł, że dziewczynka, córka sąsiadki z naprzeciwka, jest niewidoma. Całe dnie spędzała przy oknie, poruszała się bardzo powoli i to chwyciło Tomasza za serce, jednak nie zamierzał im pomagać. Przyszedł do pracy nowy ochroniarz, który nieopatrznie wpuścił na podwórko kataryniarza. Tomasz po usłyszeniu fałszowanej muzyki już miał się na niego wydrzeć, jednak ujrzał swoją ślepą sąsiadkę uśmiechniętą i zadowoloną tak, jakiej już dawno nie widział. Postanowił wpuszczać tu kataryniarzy i zająć się leczeniem małej, nieszczęśliwej dziewczyny.